Nasze dzisiejsze spotkanie otwiera kompozycja Krzysztofa
Pendereckiego „Aria” będąca częścią cyklu „Trzy utwory w dawnym stylu” na który
składają się Aria, Menuet I i Menuet II. Wcześniejsze niż Aria menuety
stanowiły ilustrację muzyczną do filmu „Rękopis znaleziony w Saragossie” –
Wojciecha Jerzego Hasa. Nagranie pochodzi z wydanej pod koniec stycznia płyty
znakomitego niemieckiego pianisty Tima Allhoffa – „Sixteen pieces for piano”.
Krzysztof Penderecki odszedł od nas w ubiegłą niedzielę. We
czwartek urna z jego prochami została złożona w krypcie bazyliki św. Floriana w
Krakowie. Uroczysty pogrzeb naszego mistrza odbędzie się w kościele świętych
Piotra i Pawła po ustaniu pandemii.
Krzysztofa Pendereckiego oczywiście artystą jazzowym nie był,
chociaż w swojej niezwykle bogatej i trudnej do objęcia ludzkim umysłem
twórczości, miał również epizod jazzowy. W roku 1971, w Niemczech podczas
Donaueschingen Music Festival wykonana została jedyna jazzowa kompozycja
Krzysztofa Pendereckiego – „Actions”. Solistą był Don Cherry, który wspólnie z
Pendereckim firmował płytę która niedługo później ukazała się na vinylu.
CD ukazał się dopiero w roku 2001 nakładem wytwórni Intuition.
Gdy w latach 90 w instytucie muzykologii na Uniwersytecie Warszawskim
pisałem pracę magisterską – „Elementy jazzowe w twórczości kompozytorów
polskich” udało mi się umówić z Mistrzem. Moim celem było uzyskanie jak
największe ilości informacji o tej kompozycji, o samym koncercie, który zamierzałem
w mojej pracy opisać. Spotkaliśmy się podczas międzynarodowych kursów dla
młodych kompozytorów organizowanych przez Polskie Towarzystwo Muzyki
Współczesnej w Kazimierza nad Wisłą.
Poszliśmy na spacer promenadą nad Wisłą. Zadałem pytania dotyczące tego utworu,
a Mistrz starał się odpowiadać, chociaż jak się okazało nie wiele szczegółów zostało
mu w pamięci. Odniosłem wrażenie że do tego utworu i do tego epizodu swojej
twórczości nie przykładał wagi. Była to dla niego raczej forma muzycznej zabawy.
Przy tej okazji jeszcze jedno prywatne wspomnienie związane z Pendereckim – rok
po opisanym powyżej spotkaniu, wraz z innymi kursantami kolejnego kursu dla
młodych kompozytorów zostaliśmy zaproszeni przez Państwa Pendereckich do
Lusławic. Była piękna pogoda, wiec po koncercie w dworku Mistrz oprowadził nas
po swoim ogrodzie, pokazując i z pasją opowiadając nam o wielu gatunkach
posadzonych tam własnoręcznie przez niego drzew. Później podany został obiad a
Pani Elżbieta osobiście doglądała podawania nam potraw. Znalazłem takie zdjęcia
– ten z długimi włosami i skórze to ja.
Muzyka Krzysztofa Pendereckiego wydaje się trudnym
materiałem do przeniesienia jej w świat jazzu, w ostatnich latach pojawiły się
dwie ważne płyty eksplorujące jego muzykę. W roku ubiegłym Atom String Quartet
wydał płytę „Penderecki”. W najbliższych dniach postaram się umieścić w moim
blogu wywiad którego 24 sierpnia ub. roku udzielili mi Krzysztof Lenczowski
i Mateusz Smoczyński.
Oto oficjalne promo płyty:
A to gratka dla tych którzy czytają nuty. Poniższy film
prezentuje przebieg całej partytury utworu. Można zajrzeć w serce atomowego
know how. Dla tych którzy nut nie czytają pozostanie sama muzyka.
Inną ważną płytą polskiego jazzmana opartą na muzyce
Krzysztofa Pendereckiego Jest wydana przez prestiżową wytwórnię Decca - „Eksperyment Penderecki” - pierwsza płyta w dyskografii Piotra Orzechowskiego
– Pianohuligana. Pianista skoncentrował się głównie na kompozycjach z lat 60 z najbardziej
awangardowego, sonorystycznego okresu twórczości Pendereckiego, choć nie brak
tam także dwóch wersji Arii o której pisałem już powyżej. Moim zdaniem najbardziej interesujący fragment
to „Stabat Mater”.
Przyczyną śmierci trębacza Wallace’a Roney’a było zarażenie koronawirusem.
Miał zaledwie 59 lat. Był cudownym dzieckiem jazzu. Miał
niebywałe szczęście rozwijać swój talent pod okiem wielkich mentorów – gigantów
jazzu. Zaczęło się od Clarka Terry’ego, później gry na trąbce uczył go Dizzy
GIllespie, następnie został członkiem amerykański kuźni talentów jakim był
zespół Jazz Messengers Atra Blakey'a aż w końcu na jego drodze znalazł się Miles Davis. Na
wielkiej festiwalowej scenie pojawili się razem w roku 1991 na festiwalu w
Montreux. Miles zdecydował się po raz pierwszy i jak się kazało ostatni, zrobić
wycieczkę w przeszłość. Wraz z podwójnym big bandem kierowanym przez Quincy’ego
Jonesa zagrał repertuar z płyt nagranych w latach 50 – Miles Ahead, Porgy and
Bess i Sketches of Spain. Solistami obok Milesa byli Wallace Roney - siedzący obok Milesa i Kenny Garrett. W
ostatnim utworze zagranym na koncercie – „Solea” jest taka symboliczna scena
kiedy Miles kończąc grać swoją partię trąca w ramię Wallace'a wypuszczając go na solówkę.
To było symboliczne przekazanie pałeczki. Dwa miesiące później Miles zmarł, a
Wallace wspólnie z partnerami Miles’a z jego legendarnego kwartetu – z Herbie
Hancockiem, Waynem Shorterem i Tony Williamsem nagrali płytę „Tribute to Miles”.
Ofiarą koronawirusa jest także nestor rodu Marsalisów. Elis
Marsalis zmarł w Nowym Orleanie w wieku 86 lat. Był pianistą, pedagogiem –
znakomitym czego najlepszym dowodem są jego synowie – czterech to aktywni muzycy
w tym dwaj wybitni – Wynton i Branford
W roku 2010 odbył się
koncert celebrujący urodziny Elisa, którego rejestracja ukazała się na płycie Music
Redeems - The Marsalis Family. Oto jego kompozycja „Syndrome”.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.