niedziela, 26 kwietnia 2020

WWWJAZZ 25 kwietnia 2020


Kolejne wydanie WWWJAZZ czasu zarazy otwieram dwoma nagrania i powstałymi do domach artystów, na odległość. 


Petros Klampanis Trio & Atom String Quartet nagrali słynny utwór Radiohead - "Paranoid-Android". Oba zespoły zdążyły tuż przed światowym paraliżem, na początki marca zagrać w Polsce serie koncertów. Atomów znacie znakomicie więc pozwólcie że skoncentruję sie na sylwetce greckiego kontrabasisty.  Dorastał na greckiej wyspie Zakynthos, otoczony muzyką okolic Morza Śródziemnego i bałkańską muzyką ludową. Aby realizować swoje muzyczne pasje, porzucił studia na Politechnice w Atenach i w 2005 roku rozpoczął studia gry na kontrabasie w Konserwatorium w Amsterdamie, następnie kontynuował naukę w Aaron Copland School of Music w Nowym Jorku.


Od czasu przeprowadzki do Nowego Jorku, Klampanis współpracował ze znanymi jazzmanami np. saksofonistą Gregem Osby. Oprócz obszernej listy występów w USA m.in w Carnegie Hall i Lincoln Center w Nowym Jorku oraz Kennedy Center w Waszyngtonie, występował także na uznanym międzynarodowym North Sea Jazz Festival, a także na Palatia Jazz Festival w Niemczech. Skłąd jego tria uzupełniają - estoński pianista - Kristjan Randalau i mieszkający w Berlinie Bodek Janke.

Premiera nagrani amiała miejsce na FB 10 kwietnia.

Petros Klampanis - kontrabas
Kristjan Randalau - fortepian
Bodek Janke - instrumenty perkusyjne
Mateusz Smoczyński - skrzypce
Dawid Lubowicz - skrzypce
Michał Zaborski - altówka
Krzysztof Lenczowski - wiolonczela
Drugi domowy utwór przygotował dla nas zespół Light Star Guiding. Zespół tworzą  - mieszkający w Warszawie - brytyjski saksofonista  Ray Dickaty - bardzo ważna osobistość stołecznej sceny wolnej improwizacji, gitarzysta Mikołaj Poncyljusz - znany choćby z formacji HOTS, oraz Staszek Czyżewski (kontrabas) i Dominik Mokrzewski (perkusja). W listopadzie ub. roku ukazała się pierwsza płyta zespołu zaskakując swą ilustracyjnością, wielowątkowością i wielogatunkowością Dźwięki elektroniczne mieszają się tam z elementami rocka i jazzu.

Najnowsze - domowe - nagranie opublikowane zostało na platformie YouTube 21 kwietnia. Muzyka skomponowana przez Dickaty'ego i Poncyliusza została zilustrowana fragmentami satych filmów: 
"The Naked Witch" (1964), "Carnival Of Souls" (1962), "Rosita" (1923), "Attack of the giant Leaches" (1959), "Nightmare Castle" (1965).
Staszek Czyżewski - kontrabas
Ray Dickaty – saksofon tenorowy
Dominik Mokrzewski - perkusja
Mikołaj Poncyljusz - syntezator
2 kwietnia ukazała się najnowsza płyta Krzysi Górniak zatytuowana "Memories". Zapraszam do obejrzenia filmu który speclanie dla nas przygotowała Krzysia, w którym opowiada o szczwegółach wydawnictwa.

A to mój ulubiony utwór z płyty - kompozycja Krzysi Górniak - "Travel"


Krzysia Górniak – gitara
Michał Wróblewski – piano
Piotr Wrombel – piano
Michał Jaros – kontrabas
Marcin Jahr – perkusja
10 kwietnia nakładem wytwórni Verve ukazała się reedycja płyty Niny SimoneFodder On My Wings

Nagrany w 1982, niedługo po przeprowadzce do Paryża, Fodder On My Wings, był jednym z ulubionych albumów Niny Simone, ale pozostaje jednym z najmniej znanych. Został nagrany dla małej francuskiej wytwórni i był trudno dostępny od pierwszego wydania. Oryginalny album został poszerzony o trzy dodatkowe utwory z sesji nagraniowych z rzadkiej francuskiej reedycji wydanej w 1988 roku. Mniej znana, ale ważna część muzycznej historii Simone. Płyta, zawiera głęboko osobiste piosenki, w tym np. „I Sing Just To Know That I'm Alive” i „I Was Just A Stupid Dog To Them,” jak również liryczną improwizację na temat śmierci ojca - „Alone Again (Naturally).” Simone mieszkała we Francji, kiedy nagrywała ten album, w poczuciu samotności i w okresie pogarszającej się choroby psychicznej. Z tej rozpaczy zrodził się jeden z wielu wyróżniających się na tej płycie utworów, tytułowy „Fodder In Her Wings”. Pitchfork (portal muzyczny poświęcony głównie recenzjom płytowym, nowościom i wywiadom z artystami) umieścił go na swojej liśce 33 najsłynniejszych utworów Simone, i napisał o nim, że to kompozycja, która „uchwyciła z zaskakującą intymnością ból tego okresu i do której Simone wracała w ciągu następnej dekady; trzy lata później nagrała kolejną wersję tego utworu, a także włączyła go do kilku albumów live, łącznie z zachwycającym wykonaniem na Let It Be Me z 1987 roku.” Pitchfork dodał dalej, że „wokal Simone sprawia, że utwór o umęczeniu i porażce ma atmosferę buntu; to mądre słowo od kogoś, kto sam to przeżył i może opowiedzieć tę historię.” 

Na zakończenie dzisiejszego wydania zachęcam do obejrzenia transowego i niepokojącego clipu do utworu "Go My Heart, Go To Heaven" z najnowszej płyty Shabaki Hutchingsa & Ancestors - "We Are Sent Here By History".

Shabaka Hutchings - saksofonista o niebywałej energii i zaangażowaniu społeczno-politycznym Każdy z jego projektów Sons of Kemet, czy Comet is Coming nie boi się trudnych tematów - rasizmu, feminizmu, sprawiedliwości społecznej. "Urodził się w Londynie, ale krótko po swoich narodzinach powrócił wraz z rodzicami na Barbados, gdzie dorastał w artystycznym środowisku. To bliskie obcowanie z rytmami karaibskimi słychać w jego późniejszej muzyce. Do Anglii wyjechał ponownie w wieku dziesięciu lat. W nowych realiach dał się porwać lokalnej scenie freejazzowej i powoli zaczął kształtować swój język improwizacji. Decydującym doświadczeniem było dla młodego saksofonisty zetknięcie się z muzyką Ameryki Południowej, którą do dziś traktuje jako pierwotne źródło inspiracji" - to krótka notka umieszczona w programie NFM z okazji jego koncertu w roku 2017 promującym pierwsza płytę nagraną z zespołem Ancestors - "Wisdom of Elders".
Nowy album jest rozmyślaniem nad zbliżającym się końcem naszego gatunku - to słowa samego Shabaki. Biorąc pod uwagę, że krążek ukazał się w pierwszych dniach marca, a więc w momencie w któym w Europie zaczęła się rozkrećać epidemia, trzeba powiedzieć że warto jego przesłanie wziąść pod uwagę i posłuchać go uważnie. Nie nastrają on optumizmem, choć muzycznie wprowadz w trans, który sprawiając estetyczna przyjemość budzi u mnie duży, trochę metafizyczny niepkój. Popatrzcie prosze na ten film, myślę że poczujecie to samo.
 





niedziela, 19 kwietnia 2020

WWWJAZZ 18 kwietnia 2020



Przeklęty wirus zbiera żniwo również wśród wielkich świata jazzu. Odszedł Lee Konitz. Ostatni z muzyków którzy brali udział  w sesji „Birth of the Cool” – Milesa Davisa …. choć Konitz twierdził, że Miles był tylko jednym z muzyków sesyjnych. Oto fragment wywiadu opublikowany w JAZZ FORUM 6/2006 . Krystian Brodacki – autor wywiadu zadał Konitzowi takie pytanie: Jako bardzo młody człowiek uczestniczył Pan w trzech słynnych sesjach, których owocem była płyta „The Birth Of The Cool”. Na okładce Miles Davis figuruje jako lider. A więc był postacią dominującą? A to zaskakująca odpowiedź:  LK: Wcale nie. Był po prostu sidemanem, jak inni. Nie był jeszcze wtedy tak znany, jak później. Po prostu zainteresował go pomysł, którego autorem był chyba Gil Evans. I zachwyciły go aranżacje Johna Carisiego, Johna Lewisa, George’a Russella, Gila. Powtórzę to, co mówiłem już wiele razy: rzeczywiście, to był bardzo interesujący projekt, a być jego uczestnikiem wiele dla mnie znaczyło. Ale to zarazem tylko pewien przykład zespołu kameralnego. A zespoły kameralne grają z zasady muzykę zapisaną w nutach. Natomiast w jazzie na pierwszym miejscu jest improwizacja. Tytuł płyty brzmi „Narodziny coolu” – to błąd! Za pierwszych reprezentantów stylu cool jazz uważam Bixa Beiderbecke’a, Frankie’ego Trumbauera, Lestera Younga i Lennie’ego Tristano! „Birth Of The Cool” to tylko dobry, nośny tytuł!”

Lee Konitz zmarł w szpitalu w Nowym Jorku, maił potwierdzone zakażenie covid 19. Dożył sędziwego wieku – 92 lat. Pochodził z rodziny żydowskiej, której korzeni trzeba szukać na terenie dzisiejsze Ukrainy i Austrii. Słuchając Goodmana zakochał się w klarnecie. Pierwszy instrument dosłał mając 11 lat. Potem przeszedł na saksofon tenorowy a wreszcie altowy. Zawodową karierę zaczął jako osiemnastolatek. Grał z takimi legendami jak Charlie Parker, Gil Evans, Charles Mingus i całą plejadą innych gwiazd jazzu. Jego dyskografia liczy ponad 200 tytułów. Bywał w Polsce, na Dolnym śląsku miał domek letniskowy – niedaleko miejsca urodzin jego żony – Niemki. Chętnie współpracował z polskimi muzykami – jak choćby z Joachimem Menclem. W roku 2015 był przewodniczącym jury konkursy Jazz Nad Odrą.

Pożegnamy go dziś dwoma nagraniami:

The Daffodil's Smile” z płyty "An image - Lee Konitz With Strings " z roku 1958, oraz “Somp'm Outa' Nothin” z płyty Lee Konitz meets Jimmy Guiffre” – z udziałem Billa Evansa – z roku 1959.




Oto zapowiedź kolejnej nowości płytowej, która jak na razie będzie miała miejsce tylko w necie. ESKAUBEI - raper, który na dobre zadomowił się w środowisku jazzowym przedstawia swój kolejny band - Subcarpathians. Przypomnijmy, że współpracuje on również w zespołem Tomasz Nowak Quartet - z którym nagrał już 3 płyty, oraz z Vitoldem Rekiem w ramach zespołu Sophia Grand Club - wydana jedna płyta i Vitold Rek & the Spark - tu na razie tylko działania koncertowe.

Posłuchajmy co o Subcarpathians opowie ESKAUBEI:




Album można odsłuchać pod adresem:


oraz nabyć w wersji cyfrowej:




Płytę promuję klip autorstwa Kuby Kowalskiego z Fundacji Rzeszowskiej do utworu "Dobranoc".


Eskaubei - rap, spoken word, f/x, instr. perkusyjne
Bartłomiej Prucnal - saksofony, flety, klawiatury
Marcin Jadach - kontrabas, gitara basowa


Nie należę do entuzjastów sztuki Kurta Elinga. Doceniam oczywiście perfekcję techniczną, ale nie lubię tego rodzaju głosów, typowo amerykańskich. Eling podąża ścieżką Sinatry, Crosbiego osiągając doskonałość w swoim stylu. Nie dotyka on jednak mojej duszy, bo ja odbieram muzykę przede wszystkim emocjami. Eling moich nie uruchamia. Jednakże jego nowa płyta „Secrets Are The Best Stories” przełamuje trosze lody pomiędzy nami. 


Dlaczego? Sam się nad tym zastanawiam. Bo właściwie nie mamy tu zmiany stylu. Może dlatego, że druga gwiazdą jest tu znakomity pianista Danilo Perez, którego grę zawsze bardzo lubiłem.  

Jak zwykle u Elinga widzę priorytet tekstu nad melodią. Muzyka podąża za tekstem budując pogięte i nienaturalne melodie, jednakże Eling – oczywiście dzięki perfekcji technicznej znakomicie te linie prowadzi. Z pewnością w wykonaniu większości wykonawców mielibyśmy tu raczej melorecytację. Eling zdecydowanie śpiewa. Bardzo interesujące są nadbudowy harmoniczne w postaci chórków śpiewanych oczywiście w całości przez Elinga. Warto zwrócić uwagę, że bardzo dużo do tkanki muzycznej wnoszą instrumenty perkusyjne które uzupełniają standardowe partie perkusji, zdecydowanie dodając ruchu, ożywiając całość.


Płytę promuje oficjalny teledysk, nakręcony do najbardziej "eksperymentalnego" utworu z płyty -

„Song of the Rio Grande” i jednocześnie najbardziej politycznego, choć właściwie cała płyta jest  polityczna. Traktuje o dylematach współczesnej Ameryki, o rasizmie który szczególnie uwidacznia się teraz przy południowej, meksykańskiej granicy, o emigracji, o zmianach klimatu. Znamienna jest fraza pojawiająca się przy końcu utworu - „America, you’ve lost your heart / America, you’ve lost your mind”. Muzycznie ten utwór brzmi inaczej od innych na płycie - spreparowamy fortepian podaje ostainatowe motywy rytmiczno-melodyczne nakadające się na siebie budujące ruchliwą tkankę na tle której Elin pdodaje takst. Obejżyjsie teledysk. Robi wrazęnie - przekazem. Dużo elementów podprogowych - na początku wydjae mi się że widze kądkę płyty Brucea Springsteena - "Born in the USA", miga sylwetka Trumpa - zawsze w zestawieniu z komiczną postacia  z kreskówki. Rio Grande - wielka rzeka i ... wielki cmentarz. Taaaak są emocje! Coś się w mojej duszy odezwało! Już wiem dlaczego ta płyta mi się podoba. Po raz pierwszy w życiu mogę z czytsym sumieniem polecić Wam do połśuchania nowa pytę Kurta Elinga!


Kurt Elling - głos
Danilo Pérez: fortepian, rhodes
Clark Sommers: bas
Johnathan Blake: perkusja
Rogerio Boccato: instrumenty perkusyjne
Román Díaz: instrumenty perkusyjne (track 2)
Miguel Zenón: saksofon altowy
Chico Pinheiro: gitara

Hildegunn Øiseth jest jedną z najbardziej oryginalnych "trębaczy" w Skandynawii. Powinienem napisać trębaczek, ale taki zbór sam w sobie nie jest chyba za duży. W Polsce raczej nie znana, choć przecież debiutantką nie jest. Pięćdziesiątka stuknęła jej już kilka lat temu. Karierę solową zaczęła stosunkowo niedawno. Pierwsza płyta firmowana jej nazwiskiem ukazała się bowiem dopiero w roku 2009. Hildegunn gra na trąbce, ale także, a może nawet przede wszystkim, bo to czyni ją jedyną w swoim rodzaju – gra na kozim rogu


Na początki kwietnia ukazał się jej najnowsza płyta "Manana".


Płytę promuję wideo do urokliwego i pastelowego utworu  tytułowego.


Hildegunn Øiseth – trąbka, goat horn, śpiew
Per Oddvar Johansen – perkusja
Espen Berg – fortepian
Magne Thormodsæter – bas

TWOIAM to zespół tworzony przez wokalistkę Barbarę Błaszczyk oraz pianistę Przemysława Pankiewicza. Basia jest absolwentką Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, poza śpiewem, komponuje i pisze teksty. Przemysław studiuje na tym samym wydziale. Ma za sobą także studia muzyczne w Rotterdamie. Jest kompozytorem, aranżerem i producentem muzycznym. Prowadzi także zespół Bokeh Acoustic Trio. Płyta o tytule „Land Art” zwiera autorskie kompozycje. Niektóre noszą ślady inspiracji folklorem. Płytę otwiera piosenka zaśpiewana po polsku, ale mam też utwory z tekstem angielskim, czy z głosem traktowanym jak instrument.

Płytę promuje video nakręcone do utworu „Melodia”.


Barbara Błaszczyk - wokal
Przemysław Pankiewicz - fortepian, fender rhodes, sytezator
Na zakończenie przypomnę, że Basia Błaszczyk swój debiut fonograficzny zaliczyła biorąc udział jako jedna z dwóch wokalistek w ostatniej jak do tej pory sesji nagraniowej mojego zespołu The Intuition Orchestra - Case of Surprise". Jakże inna to była muzyka w porównaniu z tą zespołu TWOIAM, ale też ładna :)

Ryszard Wojciul - saksofony sopranowy i altowy, klarnet, klarnet basowy, EWI
Bolesław Błaszczyk - fortepian, syntezator, wiolonczela
Jacek Alka - perkusja, perkusja elektroniczna
goście:
Marta Grzywacz - śpiew, fortepian
Basia Błaszczyk - śpiew
Dominik Strycharski - flety proste








niedziela, 12 kwietnia 2020

WWWJAZZ 11 kwietnia 2020

Najnowszy odcinek bloga WWWJAZZ publikuję w pierwszy dzień świat Wielkanocnych, zatem rozpocznę od przypomnienie nagrania z koncertu "O duszo wszelka" z sali koncertowej NOSPR w Katowicach, który odbył się już ponad trzy lata temu 21 marca 2017 roku.




"Ogrodzie oliwny" - partię solowa śpiewała Dorota Miśkiewicz.

Wykonawcy: 
Dorota Miśkiewicz, Maria Pomianowska, Iwona Loranc, Mariusz Lubomski - śpiew
Maria Pomianowska - suka biłgorajska,
Wanda Laddy - sopran, hrotta
Marta Lawrence - alt
Sławomir Łobaczewski - tenor
Leszek Kubiak - bas
Paweł Betley - flety, piszczałki
Hubert Giziewski - akordeon
Wojciech Lubertowicz - bębny, kołatki, terkotki, duduk
Marcin Olak - gitara
Wojciech Pulcyn - kontrabas
Sebastian Frankiewicz - perkusja
Ryszard Wojciul - kierownictwo muzyczne, klarnety, syntezator

Czasy społecznej izolacji generują nowe pomysły, nowe sposoby komunikacji i współpracy. Dziś po raz pierwszy w WWWJAZZ opowieść nagrana przez artystę w jego domowym studiu - bez mojego udziału. Marcin Olak (który tak pięknie zagrał solo w opublikowanej powyżej pieśni "Ogrodzie Oliwny)  przedstawi nam dwie płyty. Na początek "Muzyka do nieistniejących filmów".



Marcin Olak - "Music for Non-Existent Movies" - płyta do posłuchania, lub kupienia tu:



Przez cztery lata z rzędu Avishai Cohen zwyciężał w ankiecie DownBeat w kategorii-  wschodząca gwiazda - trąbka. Zaczął występować publicznie w 1988 roku w wieku 10 lat, koncertując z Young Israeli Philharmonic Orchestra. Studiował w Berklee College of Music w Bostonie. W 1997 roku zyskał międzynarodową reputację, zajmując trzecie miejsce w Thelonious Monk Jazz Trumpet Competition. Avishai Cohen na dobre zadomowił się w monachijskiej wytwórni ECM dla której nagrał już cztery autorskie płyty. Ta najnowsza – „Big Vicious” jest pierwszą płytą jego nowego zespołu który stworzył po powrocie do Izaela. Mamy tu prawdziwą mieszankę stylistyczną. Dużo elektroniki, psychedelii, są elementy ambientu i trip-hopu. Jest to zdecydowanie najbardziej rockowa płyta wyprodukowane osobiście przez Manfreda Eichera.



Avishai Cohen  - trąbka, elektornika, syntezatory
Uzi Ramirez - gitara 
Yonatan Albalak - gitara, gitara basowa
Aviv Cohen - perkusja
Ziv Ravitz - perkusja, sampling

30 marca minęło 50 lat od wydania jednej z najbardziej rewolucyjnych płyt w historii jazzu - "Bitches Brew" Milesa Davisa. Mamy do czynienia z płytą, której nie da się porównać z niczym co nagrano wcześniej. Sesja rozpoczęła się 18 sierpnia 1969 r. i  miała być hołdem dla muzyki Jimi Hendriksa.  Efekt był piorunujący i wcale nie przypominający muzyki, którą tworzył Hendrix. „Bitches Brew” dała początek fali jazz-rocka lat 70. Ta sesja nieodwracalnie zmieniła jazz. Podobnie jak przy „Kind of Blue” zaproszeni muzycy dostali tylko skąpe instrukcje, co mają grać. Znów zatriumfował duch zbiorowej improwizacji podsycany niezwykłym składem zespołu.  Momentami gra aż trzech klawiszowców – Joe Zawinul, Chick Corea i Larry Young, dwóch kontrabasistów – Dave Holland i Ron Carter, do tego jeszcze gitara basowa Harvey’a Brooksa. Niezwykle rozbudowana sekcja instrumentów perkusyjnych i instrumenty rzadko spotykane wówczas w jazzie, jak klarnet basowy czy sitar. W efekcie powstał nowatorski, hipnotyczny dwupłytowy album, który na dodatek odniósł niebywały sukces komercyjny – w ciągu roku sprzedało się go ponad pół miliona egzemplarzy.

Skład:

Miles Davis – trąbka
Wayne Shorter – saksofon sopranowy
Bennie Maupin – klarnet basowy
Joe Zawinul – fortepian elektryczny
Larry Young – fortepian elektryczny
Chick Corea – fortepian elektryczny
John McLaughlin – gitara
Dave Holland – kontrabas
Harvey Brooks – gitara basowa
Lenny White – perkusja 
Jack DeJohnette – perkusja
Don Alias – perkusja, kongi
Juma Santos – grzechotki, kongi
Steve Grossman – saksofon sopranowy
Herbie Hancock – elektryczne pianino 
Ron Carter – gitara basowa
Khalil Balakrishna – sitar 
Bihari Sharma – tambura, tabla
Billy Cobham – perkusja, trójkąt
Airto Moreira – cuica, berimbau
Wracamy do Marcina Olaka. Tym razem opowie nam o płycie nagranej wspólnie z Anna Gadt, a wydana przez słowacka Hevhetię. Dowiedzmy się w jaki sposób proza Witolda Gombrowicza może natchnąć jazzmanów do wyimprowizowania muzyki.









piątek, 10 kwietnia 2020

Rozmowa z Mateuszem Smoczyńskim i Krzysztofem Lenczowskim - Atom String Quartet - o płycie "Penderecki"

Rozmowa z Mateuszem Smoczyńskim i Krzysztofem Lenczowskim nagrana dzień przed premiera płyty 24 sierpnia 2019 roku.




W audycji wykorzystano następujące utwory Krzysztofa Pendereckiego z płyty Atom String Quartet - "Penderecki".
  • Capriccio fur Tuba solo (arr. Krzysztof Lenczowski)
  • 3 Miniature per clarinetto e pianoforte - Miniature III Allegro ma non troppo (arr. Dawid Lubowicz)
  • Drei Stucke im alten Stil nach Musik zu dem Film Die Handschrift von Saragossa fur Streichorchester I Aria (arr. Mateusz Smoczyński)
  • Drei Stucke im alten Stil nach Musik zu dem Film Die Handschrift von Saragossa fur Streichorchester II Menuetto I
  • Drei Stucke im alten Stil nach Musik zu dem Film Die Handschrift von Saragossa fur Streichorchester III Menuetto II
ATOM STRING QUARTET:
Mateusz Smoczyński - skrzypce
Dawid Lubowicz - skrzypce
Michał Zaborski - altówka
Krzysztof Lenczowski - wiolonczela
wydawca płyty: Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie














niedziela, 5 kwietnia 2020

WWWJAZZ 04 kwietnia 2020

Wielkie straty dla świata kultury. Ubiegły tydzień przyniósł tragiczne informacje. Dziś  o trzech wielkich artystach którzy opuścili nas na zawsze


Nasze dzisiejsze spotkanie otwiera kompozycja Krzysztofa Pendereckiego „Aria” będąca częścią cyklu „Trzy utwory w dawnym stylu” na który składają się Aria, Menuet I i Menuet II. Wcześniejsze niż Aria menuety stanowiły ilustrację muzyczną do filmu „Rękopis znaleziony w Saragossie” – Wojciecha Jerzego Hasa. Nagranie pochodzi z wydanej pod koniec stycznia płyty znakomitego niemieckiego pianisty Tima Allhoffa – „Sixteen pieces for piano”.



Krzysztof Penderecki odszedł od nas w ubiegłą niedzielę. We czwartek urna z jego prochami została złożona w krypcie bazyliki św. Floriana w Krakowie. Uroczysty pogrzeb naszego mistrza odbędzie się w kościele świętych Piotra i Pawła po ustaniu pandemii. 

Krzysztofa Pendereckiego oczywiście artystą jazzowym nie był, chociaż w swojej niezwykle bogatej i trudnej do objęcia ludzkim umysłem twórczości, miał również epizod jazzowy. W roku 1971, w Niemczech podczas Donaueschingen Music Festival wykonana została jedyna jazzowa kompozycja Krzysztofa Pendereckiego – „Actions”. Solistą był Don Cherry, który wspólnie z Pendereckim firmował płytę która niedługo później ukazała się na vinylu.


CD ukazał się dopiero w roku 2001 nakładem wytwórni Intuition.

Gdy w latach 90 w instytucie muzykologii na Uniwersytecie Warszawskim pisałem pracę magisterską – „Elementy jazzowe w twórczości kompozytorów polskich” udało mi się umówić z Mistrzem. Moim celem było uzyskanie jak największe ilości informacji o tej kompozycji, o samym koncercie, który zamierzałem w mojej pracy opisać. Spotkaliśmy się podczas międzynarodowych kursów dla młodych kompozytorów organizowanych przez Polskie Towarzystwo Muzyki Współczesnej  w Kazimierza nad Wisłą. Poszliśmy na spacer promenadą nad Wisłą. Zadałem pytania dotyczące tego utworu, a Mistrz starał się odpowiadać, chociaż jak się okazało nie wiele szczegółów zostało mu w pamięci. Odniosłem wrażenie że do tego utworu i do tego epizodu swojej twórczości nie przykładał wagi. Była to dla niego raczej forma muzycznej zabawy. Przy tej okazji jeszcze jedno prywatne wspomnienie związane z Pendereckim – rok po opisanym powyżej spotkaniu, wraz z innymi kursantami kolejnego kursu dla młodych kompozytorów zostaliśmy zaproszeni przez Państwa Pendereckich do Lusławic. Była piękna pogoda, wiec po koncercie w dworku Mistrz oprowadził nas po swoim ogrodzie, pokazując i z pasją opowiadając nam o wielu gatunkach posadzonych tam własnoręcznie przez niego drzew. Później podany został obiad a Pani Elżbieta osobiście doglądała podawania nam potraw. Znalazłem takie zdjęcia – ten z długimi włosami i skórze to ja.


Muzyka Krzysztofa Pendereckiego wydaje się trudnym materiałem do przeniesienia jej w świat jazzu, w ostatnich latach pojawiły się dwie ważne płyty eksplorujące jego muzykę. W roku ubiegłym Atom String Quartet wydał płytę „Penderecki”. W najbliższych dniach postaram się umieścić w moim blogu wywiad którego 24 sierpnia ub. roku udzielili mi Krzysztof Lenczowski i  Mateusz Smoczyński.
Oto oficjalne promo płyty:

A to gratka dla tych którzy czytają nuty. Poniższy film prezentuje przebieg całej partytury utworu. Można zajrzeć w serce atomowego know how. Dla tych którzy nut nie czytają pozostanie sama muzyka.

Inną ważną płytą polskiego jazzmana opartą na muzyce Krzysztofa Pendereckiego Jest wydana przez prestiżową wytwórnię  Decca - „Eksperyment Penderecki” -  pierwsza płyta w dyskografii Piotra Orzechowskiego – Pianohuligana. Pianista skoncentrował się głównie na kompozycjach z lat 60 z najbardziej awangardowego, sonorystycznego okresu twórczości Pendereckiego, choć nie brak tam także dwóch wersji Arii o której pisałem już powyżej.  Moim zdaniem najbardziej interesujący fragment to „Stabat Mater”.  


Przyczyną śmierci trębacza Wallace’a Roney’a było zarażenie koronawirusem.  Miał  zaledwie 59 lat. Był cudownym dzieckiem jazzu. Miał niebywałe szczęście rozwijać swój talent pod okiem wielkich mentorów – gigantów jazzu. Zaczęło się od Clarka Terry’ego, później gry na trąbce uczył go Dizzy GIllespie, następnie został członkiem amerykański kuźni talentów jakim był zespół Jazz Messengers Atra Blakey'a aż w końcu na jego drodze znalazł się Miles Davis. Na wielkiej festiwalowej scenie pojawili się razem w roku 1991 na festiwalu w Montreux. Miles zdecydował się po raz pierwszy i jak się kazało ostatni, zrobić wycieczkę w przeszłość. Wraz z podwójnym big bandem kierowanym przez Quincy’ego Jonesa zagrał repertuar z płyt nagranych w latach 50 – Miles Ahead, Porgy and Bess i Sketches of Spain. Solistami obok Milesa byli Wallace Roney  - siedzący obok Milesa i Kenny Garrett. W ostatnim utworze zagranym na koncercie – „Solea” jest taka symboliczna scena kiedy Miles kończąc grać swoją partię trąca w ramię Wallace'a wypuszczając go na solówkę. To było symboliczne przekazanie pałeczki. Dwa miesiące później Miles zmarł, a Wallace wspólnie z partnerami Miles’a z jego legendarnego kwartetu – z Herbie Hancockiem, Waynem Shorterem i Tony Williamsem nagrali płytę „Tribute to Miles”.   


Ofiarą koronawirusa jest także nestor rodu Marsalisów. Elis Marsalis zmarł w Nowym Orleanie w wieku 86 lat. Był pianistą, pedagogiem – znakomitym czego najlepszym dowodem są jego synowie – czterech to aktywni muzycy w tym dwaj wybitni – Wynton i Branford
W roku 2010 odbył się koncert celebrujący urodziny Elisa, którego rejestracja ukazała się na płycie Music Redeems - The Marsalis Family. Oto jego kompozycja „Syndrome”.

Grają:
Ellis Marsalis Jr – fortepian
Branford Marsalis -  saksofon tenorowy
Wynton Marsalis – trąbka
Delfeayo Marsalis – puzon
Eric Revis – kontrabas
Jason Marsalis - perkusja






Rozmowa z Kamilą Drabek i Patrycją Wybrańczyk o płycie zespołu O.N.E. Quintet „One”

  Rozmowa z Kamilą Drabek i   Patrycją Wybrańczyk o płycie zespołu O.N.E. Quintet „One” nagrana we wrześniu 2020 roku. Wykorzystano następ...