Końcówka wypowiedzi Piotra o tym, że udział w nagraniu jest równoznaczny z zaliczeniem na piątkę zajęć z przedmiotu Big Band jest naprawdę urocze. Również w drodze zaliczenia przedmiotu w ramach studiów mogą jak widać powstawać bardzo wartościowe nagrania. A oto i ono:
Chopin University Big Band & Marcin Wortmann - "Revelation" (Rusell Ferrante/Lorraine Perr)
Pozostańmy przy
brzmieniach big bandowych. Posłuchajmy fragmentu płyty, której premiera miała
miejsce kilkanaście dni temu 1 maja. Orrin Evans and the Capitan Black Big
Band - "The Intangible Between".
"That Too" - muzyka Orrin Evans
℗ 2020 Smoke Sessions Records
W roku 2013 w 61 dorocznej ankiecie DownBeat The Captain Black Big Band został uznany za najlepszą dużą orkiestrę w części plebiscytu nagradzającej Wschodzące Gwiazdy sceny jazzowej.
Zespół
nominowany był też do nagrody Grammy. Jest więc dziś jedną z najważniejszych
jazowych orkiestr. Z pewnością jest zespołem nowoczesnym i uniwersalnym. W ich
muzyce dużo jest miejsca na improwizację. Szczególnie zaskakujący i dla mnie
bardzo przyjemny jest obecny miejscami na
nowej płycie free jazzowy jazzgocik. Szefem orkiestry jest rezydujący w
Filadelfi pianista i kompozytor Orrin Evans. "The Intangible Between" to trzecia płyta zespołu. Poprzednie to debiutancki – „Captain Black” z roku 2011
roku i „ Mother's Touch” z 2014.
Początki Kapitana Blacka
sięgają 2007 roku, kiedy Evans został zaproszony do poprowadzenia dużego
zespołu na portugalskim festiwalu jazzowym Guimaraes. Jako wieloletni członek
Big Band Mingus miał duże doświadczenie w występach z big bandami, ale sukces
tego koncertu przekonał go do próby poprowadzenia własnego dużego zespołu. Został
ochrzczony został nazwą za ulubionej marki tytoniu ojca Evansa.
Dziś marka zespołu jest ugruntowana
o czym świadczą nie tylko nominacje do prestiżowych nagród ale też i ciekawe
zlecenia, takie jak udział w koncercie z okazji stulecia kosmicznego lidera
zespołu Sun Ra, którego premiera odbyła się w Jazz w Lincoln Center, czy
przygotowanie muzyki inspirowanej muralem Thomasa Harta Bentona „America
Today”, która została zaprezentowana na koncercie w Metropolitan Museum of Art.
Charakterystyczną cechą
zespołu jest to że oprócz młodych artystów grają w nim równeż znani jazzmani
tacy jak saksofoniści Tia Fuller, Wayne Escoffery, Tim Warfield i Jaleel Shaw;
trębacze Duane Eubanks i Jack Walrath; puzonista Frank Lacy; basiści Mike Boone
i Luques Curtis; oraz perkusiści Donald Edwards i Gene Jackson.
W WWWJAZZ z 9 maja
możecie posłuchać opowieści saksofonisty Mateusza Chorążewicza o zespole
Bipolar Order i o ich debiutanckiej płycie "Duality". Dziś ponownie
się z nimi spotykamy za sprawą bardzo ciekawej internetowo/covidowej produkcji
z udziałem bardzo ciekawych gości - Maćka Kądzieli na saksofonie altowym,
Cypriana Baszyńskiego na trąbce oraz Jacka Namysłowskiego na puzonie.
Jakub
Żołubak: „Sprawa była skomplikowana z dwóch powodów - po pierwsze, jeszcze
nigdy wcześniej nie komponowaliśmy wspólnie. Utwory zawsze były albo moje, albo
Mateusza. Niełatwo jest pogodzić ze sobą dwa różne charaktery i dwie różne
koncepcje. Jednak w tym przypadku konsensus udało się osiągnąć dość szybko.
Jeden weekend wystarczył, by kompozycję zamknąć. Wyszliśmy od mojej koncepcji
tematu oraz harmonii. Natomiast Mateusz zajął się intrem, bazową linią basu i
harmonizacją poszczególnych głosów. Po drugie, do tej pory byliśmy wyłącznie
kwartetem. Dodanie aż trzech instrumentów to konieczność znalezienia im
odpowiedniej przestrzeni. Komponowanie muzyki na septet to zupełnie inna para
kaloszy niż na kwartet.”
Mateusz
Chorążewicz: „Kwestie kompozycyjne to nie jedyny problem. Kolejna sprawa to
same technikalia związane z nagraniem. Przywykliśmy do grania jazzu w taki
sposób, że wszyscy w czasie rzeczywistym reagujemy na to, co dzieje się na
scenie, czy w studiu nagraniowym. To co zagra bas na bieżąco wpływa na to, co
zagra perkusja. Z tego jest największy fun.Tutaj nie mieliśmy takiej możliwości
- każdy musiał osobno dograć swoją partię w domowym zaciszu, w różnych
warunkach „studyjnych”. Co ciekawe, ten kto już wcześniej zainwestował w sprzęt
do home recordingu teraz ma łatwiej. Ten, kto tego nie zrobił, traci podwójnie.
Niewykluczone, że niebawem będzie się musiał w takowy zaopatrzyć. Potwierdza to
coraz większa liczba podobnych inicjatyw. My tego typu materiały publikujemy
już od połowy marca, zaraz po świętach wielkanocnych swoją premierę miał ZK
Collaboration & The Virtual Bigband. W Międzynarodowy Dzień Jazzu także
pojawiło kilka tego typu inicjatyw i na tym na pewno się nie skończy.”
9 maja zapowiedziałem również cykl spotkani z
naszym znakomitym gitarzystą basowym Krzysztofem Majchrzakiem który opowiadam
na o płytach z jego udziałem, które ukazały w ostatnich miesiącach. Oto drugie
spotkanie z Krzysztofem:
Krzysztof Majchrzak – gitara basowa
Andrzej Chochol - gitara
Henryk Gembalski - skrzypce
Michal Zduniak - perkusja
Zapraszam teraz do posłuchania płyty zespołu Wojciech
Jachna Squad – „Elements”, płyty która zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
Liderem jest bydgoski trębacz – Wojtek Jachna fanom jazzu znany z wielu
projektów - Contemporary Noise Sextet, Sing Sing Penelope czy Innercity
Ensemble. Wraz z Jackiem Buhlem tworzą duet Jachna Buhl. Nowy zespół jest
kontynuacją kwartetu Jachna/Cichocki/Urowski/Krawczyk, który w 2015 roku wydał
płytę „The Right Moment”. Grono muzyków uzupełnił gitarzysta Marek
Malinowski.
Cóż takiego mnie urzekło? Płyta wciągnęła mnie
intrygującym brzmieniem – w którym elektronika łączy się z instrumentami
akustycznymi. Uważam, że jestem osobą której w tym temacie niewiele może
zaskoczyć, ale jednak. To w jakim sposób łączy się gitara z instrumentami klawiszowymi
i elektroniką okazało się dla moich uszu niezwykle smaczne i ożywcze. Wszystko zanurzone
w dużej przestrzenie, gdzie pogłos wydaje się starannie wypracowany stając się jeszcze
jednym instrumentem. Trąbka Jachny nie jest tu instrumentem dominującym,
przeplata się z reszta instrumentów w idealnym balansie, leniwie, ale z obecnym
cały czas podskórnym napięciem, które – co mi się ostatnio rzadko zdarza – wywoływało u
mnie niespodziewane, acz przyjemne dreszcze. Podsumowując – duże brawa, stawiam
pytę na półce ulubionych z roku 2020.
W składzie kwiat polskich
emigrantów jazzowych:
Leszek Żądło – wyemigrował
w roku 1967
Adzik Sendecki – wyemigrował
w roku 1981
Bronek Suchanek – wyemigrował
pod koniec lat 70
Janusz Stefański - wyemigrował
w roku 1981
Pamiętam gdy usłyszałem te nagrania w latach 80 byłem zdumiony słysząc
grę Leszka Żądło. W tamtym czasie był on w Polsce praktycznie zapomniany, a przecież
nie sposób było skonstatować że to naprawdę wspaniały saksofonista. Jego sopran
– brzmiący bardzo coltrainowsko lecz z wyraźnym słowiańskim zaśpiewem. Urzeka
liryzm tej muzyki – obecny nawet w partiach dynamicznych. A może to nie liryzm,
tylko tęsknota? Zakładam, że panowie nie zakładali możliwości prędkiego
pojawienia się w kraju. Na repertuar płyty złożyły się kompozycje wszystkich
członków zespołu plus komedowska „Rosemary’s Babe”. Znajdziemy tu utwory
znane z innych płyt tak jak choćby ballada Adzika Sendeckiego – „Spring Ballad”
– którą znamy z wydanej w roku 1979 płyty zespoły Sun Ship.
Tak jak napisałem powyżej płyty nie ma jeszcze na CD. Można jej posłuchać na razie na YouTube - z dźwiękiem skopiowanym z vinyla.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.